Wpisy otagowane ‘naturalne’

Zioła w walce z wypadającymi włosami

poniedziałek, 28 Czerwiec 2010

Różne są sposoby na walkę z łysieniem i o różnych też stopniu skuteczności. Niektórzy twierdzą, że nie ma pewnej metody na łysienie, poza przeszczepem. Inni z kolei są zwolennikami różnych preparatów, czy kuracji złożonej nawet z kilku produktów naraz. Są też zwolennicy metod naturalnych i stosowania ziół w walce z wypadaniem włosów. I to ta grupa „dostaje” dzisiaj wpis dla siebie.

I zacznę może od metod które możemy stosować w domu, bo i ich przygotowanie nie sprawia nam większego problemu. Mowa więc o wszelkiego rodzaju płukankach i naparach. Zacznę od rośliny która jest najczęściej wymieniana przez zwolenników takich naturalnych metod leczenia łysienia. Jest to skrzyp polny. Roślina występująca praktycznie na terenie całej Polski i co ciekawe w większych ilościach trująca dla zwierząt. W przypadku ludzi natomiast mówimy tylko o leczniczym działaniu. Bo nie tylko na włosy może pomóc nam ta roślina. Stosuje się ją też w sytuacjach kiedy n nasz organizmowi brakuje związków mineralnych i mikroelementów. Takie braki zwiększają ryzyko miażdżycy, stąd też stosuje się skrzyp. A w przypadku problemów z wypadaniem włosów wyjścia są dwa. Można kupić suplementy diety w których znajduje się skrzyp, a poza nim grupa witamin i związków, które odżywiają włosy i paznokcie. Można też przygotować prosty napar, którym po przestudzeniu przemywa się włosy.

Rumianek to kolejna roślina, która może pomóc Wam z problemem nadmiernie wypadających włosów. Owszem napar z niej stosuje się głównie w przypadku problemów z żołądkiem, ale można z rumianku przygotowywać również płukanki na włosy. Zwiększają one ich wytrzymałość i grubość. Jedyną rzeczą o której warto pamiętać w przypadku rumianku jest to, że ma on w większych ilościach właściwości rozjaśniające. Stąd też osoby o włosach koloru ciemnego powinni wziąć to pod rozwagę. Wspomnieć też można o kozieradce której nasiona mają zbawienny wpływ jeśli dotknął Was problem łupieżu i nadmiernego wypadania włosów. Najczęściej te nasiona dodaje się do sałatek. Nie zapominajmy o bardziej od kozieradki pospolitej w naszym kraju pokrzywie. Ta roślina bogata jest w witaminy A i C, oprócz tego posiada zdolność blokowania DHT – pochodnej testosteronu uznawanej obecnie za główną przyczynę łysienia androgenowego. Można stosować płukanki na włosy właśnie z pokrzywy. Ich przygotowanie nie jest specjalnie czasochłonne. Co do liczby zastosowań na tydzień to zależy tak naprawdę od nas samych. Pamiętajmy o tym, że są to rośliny i w zasadzie nie powinny nam one zaszkodzić. Myślę jednak, że taką rozsądna liczbą jest 3 razy w tygodniu. I na koniec tej części dodam jeszcze, że niektórzy zalecają picie zielonej herbaty (nawet 5 razy dziennie), ma ona skutecznie zatrzymywać nadmierne wypadanie włosów.

Co do gotowych już preparatów zawierających naturalne składniki (głównie zioła) wybór jest naprawdę ogromny. Począwszy od chociażby szamponów, które same w sobie nie są przeznaczone do leczenia łysienia, ale ich skład oparty jest na wspominanych wyżej roślinach. I spokojnie można je stosować tak profilaktycznie, jak i w przypadku kiedy już nas ten problem dotknie. Przez szampony, odżywki które są już konkretnie przeznaczone do walki z łysieniem. W większości wypadków poleca się je na problemy z włosami spowodowane stresem, złą dietą. Są jednak takie które zawierają w sobie blokery DHT (wspominana wyżej pokrzywa) i przeznaczone są do walki z tym najczęstszym typem łysienia – androgenowym. I ostatnią grupą produktów zawierających naturalne składniki w postaci właśnie ziół wszelkiego rodzaju to preparaty na przykład w kapsułkach czy spray’u przeznaczone konkretnie do leczenia łysienia. Najczęstszym składnikiem roślinnym który się pojawia w takich produktach jest Saw Palmeto. Ta roślina w Polsce znana pod nazwą palma sabałowa, rośnie głównie w Ameryce Południowej i w pewnym momencie odkryto, że jest ona naturalnym blokerem DHT. Stąd też zaczęto ją wykorzystywać.

Celowo nie podałam dzisiaj konkretnych nazw preparatów. Po pierwsze już paręnaście z nich miałem okazję Wam przedstawić. Po drugie przygotowuję właśnie kolejną partię recenzji takich produktów, które to będą się sukcesywnie tu pojawiać.

Polifenole w walce z łysieniem

sobota, 19 Czerwiec 2010

Łysienie to temat, który w ciągu ostatnich lat zyskał nowe oblicza i wciąż poszukuje się cudownego leku na ten problem. Naukowcy i specjaliści wciąż zaskakują nas nowymi sposobami, metodami i związkami, które można wykorzystać do walki z wypadaniem włosów. Tak było na przykład z minoxidilem, który pierwotnie wykorzystywany był do leczenie czego innego. Tak samo też było z finasterydem używanym do leczenia prostaty. Jednym z najnowszych odkryć w dziedzinie leczenia łysienia jest wykorzystywanie do tego polifenoli. Zwolennników tych związków jest w sumie tyle sam co i przeciwników. I obie strony starają się udowodnić swoje racje.

Ogólnie rzecz biorąc polifenole są to organiczne związki chemiczne. Charakteryzuje je między innymi dobra rozpuszczalność. W stanie naturalnym występują w roślinach. Większość z nich ma bardzo silne działanie przeciwutleniające i zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób układu krwionośnego i serca. Dodam, kończąc już tę lekcję chemii, że najlepiej poznaną grupą polifenoli są flawonidy wykorzystywane zresztą w preparatach na wypadanie włosów, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Ostatnio przez internet przetoczyła się  rozmowa na temat tego czy polifenol zawarty w jabłkach pomaga w walce z łysieniem. Oczywiście nie mówimy tutaj o jedzeniu tego owocu, bo to niestety tak nie zadziała. Ilość tego polifenolu zawarta w jabłkach jest zbyt mała. Natomiast wykorzystuje się ekstrakty z jabłek w walce z wypadającymi włosami. Polifenol zawiera się głównie w skórce owocu i zaraz pod nią. Oczywiście można jeść te jabłka, bo to jednak owoc i witaminy w nim zawarte przydadzą się naszemu organizmowi, ale nie ma się co nastawiać na to, że dzięki jedzeniu jabłek zatrzymamy łysienie. Inna sprawa jest jak już powiedziałem w kwestii wykorzystywanie ekstraktów z polifenoli zawartych w tym owocu.

Jednym ze sztandarowych produktów w których znajduje się polifenol z jabłek jest preparat o nazwie NR-08. Owszem faktem jest, że w produkcie tym z łysieniem androgenowym ma walczyć minoxidil. Natomiast też nie jest tak , że jest on jedynym składnikiem. Producenci tego produktu szczycą się właśnie wykorzystaniem polifenolu z jabłek,  który chroni włosy w przedniej części głowy. Dodatkowo przywoływane są badania przeprowadzone w Japonii, które potwierdzić miały skuteczność tego składnika w ponownym odrastaniu włosów. Oczywiście przez odpowiednie wzmocnienie tego polifenolu. W wypadku preparatu NR-08 określane są one mianem akceleratorów.

Wróćmy teraz do flawonidów o których wspomniałem na początku. Te najbardziej rozpoznane polifenole są stosowane głównie przy leczeniu łysienia plackowatego jako doskonałe aktywne substancje odżywcze. Do tego ich główną zaletą jest wzmocnienie naczyń krwionośnych. To z kolei jak wiadomo poprawia krążenie i dostarczanie substancji odżywczych do włosów. Tu z kolei na myśl nasuwa mi się produkt zwany HLC (Hair Loss Cream). Ten to krem wykorzystuje właśnie te związki. W jego przypadku ich działanie opiera się na wzmacnianiu wspominanych naczyń krwionośnych. Jednocześnie pośrednio flawonidy zajmują się transportem ważnych substancji zawartych w tym preparacie. Skutkiem czego ma być wzmocnienie włosów i zapobieganie ich wypadaniu.

I tak  na koniec przypomniała mi się jeszcze jedna metoda przy której wykorzystywane są polifenole właśnie z ekstraktu z jabłek. Mowa o mezoterapii. Stosowana jest ona nie tylko w leczeniu łysienia, ale nas tutaj interesuje właśnie ta kwestia. W największym skrócie metoda ta polega na wprowadzania w owłosioną skórę kompleks wyciągów z roślin w których zawarte są witaminy i minerały. Jednym właśnie z wyciągów jest ekstrakt z jabłek z polifenolami. Samą metodę stosuje się najpierw przez okres 2 miesięcy raz na dwa tygodnie. Wtedy to można powiedzieć, że wspominany kompleks witamin ma „uderzyć” w nasze włosy. Potem przez następne mniej więcej pół roku zabieg wykonuje się raz na miesiąc. I jest to faza pielęgnacyjna.

I to tyle na dzisiaj, jeśli jednak ktoś z Was zna jeszcze jakieś sposoby wykorzystywanie polifenoli w walce z wypadaniem włosów, to ja chętnie poczytam i ewentualnie opiszę.

Wierzbownica a problem łysienia

czwartek, 17 Czerwiec 2010

Dzisiaj będzie nieco egzotycznie pewnie dla niektórych. Wiadomo, że na wypadanie włosów czy później łysienie,często stosuje się te same preparaty, czy składniki. Zazwyczaj powtarza się minoxidil, finasteryd, a z bardziej naturalnych : skrzyp i pokrzywa. Oczywiście jest też cała masa ziół i roślin o których z braku miejsca tutaj nie wspomnę. Chciałem dzisiaj zająć się jedną, która sama w sobie może na łysienie nie pomoże, ale jest stosowana w kuracjach łączących parę sposobów na powstrzymanie tego problemu. Mowa o wierzbownicy, która nie jest zbyt znanym blokerem DHT. Zacznijmy jednak od początku

Wierzbownica drobnokwiatowa (jest jeszcze odmiana górska) jest to roślina wieloletnia, która osiąga około 60 cm wysokości. Rośnie w Polsce na terenach mokrych w okresie od lipca do sierpnia. I tak po prawdzie mimo tego, że nie ma dowodów na jej skuteczność to ilość chorób i schorzeń na które się ją stosuje zaskakuje. Przede wszystkim wyciąg z wierzbownicy ma mieć działanie antybakteryjne. Do tego działa odtruwająco, przeciwzapalnie. Ponoć również uspokajająco i przeciwbólowo. No już po tym pobieżnym wymienieniu możliwego działania widać,że jest to dość „kompleksowa” roślina. A jeśli chodzi o wskazanie co do konkretnych chorób. To właściwie wymienię tylko te najbardziej znane. Wszelkiego rodzaju choroby skórne (łuszczyca, trądzik, łupież), także problemy z układem moczowym, problemy z prostatą ale i trudno gojące się rany. No i na koniec, to co nas interesuje tutaj najbardziej, czy walka z łysieniem androgenowym.

Tak jak już wspomniałem na początku wyciąg z wierzbownicy jest uznawany za bloker DHT. Ten jak wiadomo enzym, jest odpowiedzialny między innymi za zwiększoną liczbę wypadających włosów i w konsekwencji do łysienia androgenowego. Dodatkowo wyciąg z wierzbownicy wpływa na zmniejszenie się wydzielania łoju, co też ma niebagatelne znaczenie przy walce z wypadającymi włosami. Kupić ją można w sklepach zielarskich(najczęściej, albo aptekach. Raczej szukałbym po aptekach internetowych, bo z doświadczenia wiem,że w tym zwykłych bardzo rzadko występuje i to też w większych miastach. Jeśli już jest sprzedawana to w postaci liczby do parzenia, ewentualnie w torebkach. Spotkałem się też kiedyś z wierzbownicą w kapsułkach do łykania.

Natomiast jak już wspomniałem na początku samo picie, czy łykanie wierzbownicy nie pomoże Wam jednak w zatrzymaniu łysienia i odwrócenia jego efektów. Krótko mówiąc nie wyrosną Wam od niej nowe włosy. Trzeba pamiętać, że jest ona tylko blokerem DHT. Może być więc tylko jednym z elementów kuracji na łysienie androgenowego. Często więc łączy się go z loxonem. Preparatem, którego zadaniem jest pobudzenie włosów do wzrostu. Czyli jest to dość logiczne połączenie. Kwestią do dyskusji jest wybór konkretnych dawek. Są tacy, którzy proponują picie wierzbownicy dwa razy dziennie i stosowanie loxonu według konkretnych dawek podanych w ulotce. Są również opinie, że można zwiększyć dawkę wierzbownicy jako blokera DHT.

Równie dobrze, można zastąpić picie wierzbownicy, wspominanymi wcześniej kapsułkami. Tutaj dawka powinna się ograniczać do 3 tabletek dziennie i np. 10 psiknięć (rano i wieczorem) Loxonem na miejsca łyse, bądź łysiejące. Oczywiście nie jest to jedyna możliwość łączenia wierzbownicy z innymi preparatami. I widywałem naprawdę różne połączenia. Natomiast zaskoczyło mnie tylko jedno. Ostatnio widziałem kurację w której zastosowano wierzbownicę ( jako herbatę ) i preparat oparty na finasterydzie. Dlaczego mnie to dziwi? Cóż, mówi się, że używanie samego finasterydu powoduje problemy z naszą potencją. A dodatkowo właśnie w przypadku wierzbownicy pojawia się często problem z erekcją. Więc jest to dość ciekawe podejście do sprawy. Z drugiej strony to też nie jest tak, że picie czy łykanie wierzbownicy na pewno spowodują problemy z libido. Znowu, jak w przypadku większości preparatów zależne jest to od indywidualnego przypadku. Kończąc temat wierzbownicy. No nie mogę do końca się zdecydować, czy polecać Wam ją jako skuteczny środek na wstrzymanie łysienia. Bez wątpienia jeśli poszukujecie własnej kuracji, jest to roślina warta rozważenia.

Jeszcze o naturalnych metodach na łysienie

czwartek, 6 Maj 2010

Pisałem już co prawda o naturalnych sposobach na walkę z wypadającymi włosami, ale postanowiłem rozszerzyć nieco temat. Powodów jest kilka. Przede wszystkim jest on bardzo obszerny i można powiedzieć, że już przy pisaniu wcześniejszych artykułów przypominały mi się kolejne jego aspekty, którymi warto by się zainteresować. Po drugie temat naturalnych metod jest moim zdaniem (zresztą nie tylko moim, jeśli śledzicie opinie chociażby w internecie) wart zainteresowania. Często może to być ostatnia deska ratunku. Z drugiej strony mogą być one stosowane jako profilaktyka i „zabieg” mający na celu zapewnienie naszemu organizmowi potrzebnych składników odżywczych, wpływających także na włosy.

Mówiąc o naturalnych metodach nie mam oczywiście na myśli akupunktury, leczenia łysiny kolorami (tak słyszałem o takim sposobie), czy wizyty w rezerwacie u jeszcze żyjących szamanów indiańskich. Zajmę się jednak roślinami, które możecie znaleźć wokół siebie, chociaż i takimi, którym przypisywano magiczne zdolności. Weźmy na ten przykład pokrzywę. Jeszcze w XIX wieku, uważano, że skropienie naparem z tej rośliny domu, czy nawet swoich ubrań oczyści ze złej energii. Dzisiaj mamy XXI wiek i analogiczny wywar z pokrzywy może zastosować na włosy. Po jego przygotowaniu moczymy ręcznik i nakładamy go na głowę. Przewidywane działanie? Ograniczenie ilości wypadających włosów.

Ostatnio usłyszałem też, że dobrą metodą jest wcieranie raz na tydzień w skórę głowy… soli. Robi się tak przez około 10 minut, potem należy ją dokładnie spłukać. Szczerze powiedziawszy nie wiem jak to ma pomóc, ale podaje to jako powiedzmy ciekawostkę. A teraz specjalnie dla panów mam w zanadrzu herbatę ziołową. Skład jest dość oryginalny. Potrzebujemy : 10g rdesta ptasiego,  po 5g jagód kołcowoju chińskiego i zmielonej eukemii wiązowatej, 3g nasion suszonej pokrzywy i gram żeń-szenia. A wszystko to zalewamy zwykła wodą. Zdaje sobie sprawę z dość oryginalnych składników, ale nie będzie problemów ze znalezieniem ich. Taką herbatę powinno popijać się przez 6 godzin (najlepiej w okolicach wieczora). Generalnie składniki w niej zawarte mają poprawić krążenie krwi i wzmocnić skórę głowy. Najlepiej pomaga ona na łysienie tak zwane łojotokowe.

A z nieco mniej egzotycznych mieszanek, mógłbym polecić Wam takie coś. Aloes, ocet winny, nalewka z pokrzywy i pół łyżeczki rozmarynu. Wszystkie składniki mieszamy razem w stosunku 1 do 4 do 1 do momentu, aż uzyskacie gładką konsystencję. Tak przygotowaną mieszankę wcieramy w skórę głowy codziennie, ewentualnie za każdym razem kiedy myjecie włosy. Jej zadanie to łagodzenie wszelkich podrażnień skóry głowy, które mogą powodować łysienie i zmniejszenie ilości wypadających włosów. A jak już tak mieszamy różne składniki, to jeszcze jeden przepis mi się przypomniał. Też raczej w ramach ciekawostki, bo przyznam szczerze nie do końca rozumiem jak działa. Kefir, łyżka koniaku i oleju kukurydzianego. Wszystko to razem wymieszać i wetrzeć we włosy. Potem zapewnić im ciepło (zakryć workiem foliowym i ręcznikiem) i tak siedzieć około 20 minut. Potem głowę spłukać i włosy umyć. Przyznam szczerze nie wyobrażam sobie w jaki sposób ma to działać, ale jeśli ktoś wie, to będę wdzięczny za oświecenie. Kolejną pomysł rozumiem za to doskonale. Litrowe naczynie wypełniamy do połowy burakami (powinny być utarte) i dopełniamy przegotowaną wodą. Odstawiamy na bok szczelnie zakryte i czekamy aż sfermentuje. Potem przecedzamy i powstały płyn wcieramy w głowę codziennie, aż się skończy. Potem kurację można powtórzyć dwa miesiące później. Jaką tu mamy ideę działania? Buraki zawierają przede wszystkim magnez i potas, które to korzystnie wpłyną na skórę naszej głowy, a co za tym idzie w pewien sposób mogą odżywić włosy.

Wszystkie przedstawione tu sposoby mają oczywiście swoich zwolenników i przeciwników. Ci drudzy twierdzą na przykład, że niemożliwe jest dotarcie do wnętrza skóry głowy, tam gdzie swój początek mają włosy. Czyli nie możemy ich odżywić całych. Z drugiej strony zwolennicy twierdzą, że owszem i jako dowód pokazują swoje odżywione włosy. Jak zwykle pewnie prawda leży gdzieś po środku. Ze swojej strony dodam, że właściwie nic nie stoi na przeszkodzie by te metody wypróbować, bo tak po prawdzie to zaszkodzić nam nie zaszkodzą, a może pomogą.

Łysienie -naturalne metody leczenie, czy zabiegi?

poniedziałek, 19 Kwiecień 2010

Kiedy dotyka nas łysienie, stajemy przed dość poważnym problemem. Leczyć? Walczyć z nim? A może zostawić samemu sobie. Cały problem przeciwdziałaniu wypadającym włosom, można zamknąć w kwestii finansowej, od której poniekąd zależy wybór metody. Ale może zacznijmy od samego początku.

Kiedy nasze włosy zaczną wypadać w ilościach innych niż zwyczajowo ma to miejsce, warto zainteresować się tą sprawą od razu. Im wcześniej zaczniemy z tym walczyć tym większa szansa, że nie będziemy musieli inwestować w to ciężkich pieniędzy. Chociaż jest to też uwarunkowane od przyczyn, które powodują nasze  łysienie. Jeżeli mamy do czynienia z problemem zdrowotnym, no cóż warto skupić się na rozwiązaniu tego problemu i zazwyczaj włosy przestają wypadać same, ewentualnie z naszą niewielką pomocą. Ale jeśli nasze łysina w wyniku problemów zdrowotnych jest trwała, no niestety nie mamy zbyt wielkiego pola manewru. A jeśli jeszcze dotyka ono nas w młodym wieku, po prostu jesteśmy zdani na przeszczep, bądź peruki.  Wracając do tytułu, tak to właśnie jest, że często wybór metody – naturalnej czy z ingerencja chirurga zależy od naszych finansów. Po pierwsze na cały problem warto spojrzeć racjonalnie. Jeśli dotyka nas łysienie androgenowe może jednak warto skupić się na tańszych sposobach naturalnych, a nie od razu biec do chirurga. Prawda jest taka, że przeszczep nie jest jedynym skutecznym sposobem. Można przecież przewertować „zapiski” naszych babć, a znajdziemy tak całkiem sporo takich domowych sposób na łysienie. Warto jednak pamiętać o tym, że pomocne mogą być one tylko w niektórych przypadkach łysienia.

Tendencja jest tak, że im mocniejszy składnik preparatów na wypadanie włosów, tym są one droższe. Oczywistym jest, że płukanki z rzepy, czy z cytryny będą miały raczej mizerny wpływ na nasze wypadanie włosów, jeśli jesteśmy dotknięci łysieniem androgenowym. Tutaj już będziemy musieli wydać więcej pieniędzy. Chociaż te warto zastanowić się, czy inwestować w preparaty oparte na chemicznych składnikach, czy jednak te, które wykorzystują wyciągi z roślin. Te drugie bez wątpienia są tańsze. Oczywiście, że metodą najbardziej pewną jest wspominany przeszczep. Niestety też najdroższą i nie każdy może sobie na nią pozwolić. Przed wyborem takiej drogi walki z łysieniem warto się zastanowić, czy aby na pewno trzeba akurat w taką zainwestować.

Tu dochodzimy do clue całego problemu. Moim zdaniem, zanim zaczniemy męczyć naszą skórę głowy dziesiątkami „sprawdzonych metod”, czy preparatami o dziwnych składach, warto pomyśleć, czy w ogóle warto. Można jednak zmienić fryzurę. Obciąć się na zero? To też jakaś metoda walki z łysieniem.